piątek, 5 lutego 2021

Petra - cudny cud świata

 


Parafrazując klasyka - chciałbym aby język giętki powiedział wszystko co zobaczą oczy. W tym przypadku nie da się. Po prostu się nie da. Można próbować, dużo przeczytać, wiele pokazać, jednak Petra jest nieopisywalna. Jej historia, starożytność, tajemnica, potęga, fantazja jej twórców, urok każdego kamienia, każdy krąg rzeźby, każdy krzyk Beduina, każda uprząż wielbłąda tworzy bogactwo doznań, które słowami nie sposób odtworzyć. Tam trzeba być! 

Na zwiedzanie Petry przeznaczyliśmy 2 dni. Niewątpliwie jest to najdroższe miejsce, jakie kiedykolwiek do tej pory odwiedziłem. Bilet wstępu do Petry kosztuje fortunę, jednak warto zaopatrzyć się w Jordan Pass, który otworzy wrota do licznych innych  perełek Jordanii. 

Niezliczone źródła internetowe opowiedzą dokładnie historię tego miejsca, a rzeczywiście jest to historia fascynująca. W środku pustyni, schowana, niedostępna, zapomniana przez lata, zaczarowana. Idziemy we mgle i lekkiej mżawce, wąwóz którego ściany giną gdzieś w chmurach zmieszanych z poranna mgłą. Wiem, że na końcu drogi czeka mnie uderzenie niesamowitego - Skarbiec, który rozpocznie koloryt starożytnej fantazji. Lecz zanim tam docieramy fantazją jest tutaj każdy element otaczającej nas drogi. Wykute w skale rynny magazynujące i przekazujące miastu wodę, pozostałości po orszaku wielbłądów, monument uderzająco podobny do słonia, kolory gdzieś zagubione w braku słońca - a to wszystko okraszone stukiem kopyt koni, osłów, odgłosem dorożek, wiozących wygodnych chińskich turystów, których tutaj pełno. Ciągnący się ponad kilometr wąwóz w końcu wprowadza nas na dziedziniec Skarbca. Pamiętam moje pierwsze wywołane czarno białe zdjęcie. Mówili mi, że gdy tego doświadczę - doświadczę czarów i to uczucie zostanie mi na zawsze. Do dziś pamiętam to zdjęcie i tę fascynację, gdy widziałem jak na białym papierze pojawia się obraz. Wiedziałem, że tak będzie, jednak wrażenie i radość zostały do dziś. Podobnie jest z widokiem, który rozpoczyna zaczarowaną drogę po stolicy Nabatejczyków. I gdyby to była tylko zwykła, starożytna budowla, monumentalnie zapraszająca do zwiedzania tego miasta, byłaby jednym z piękniejszych budowli starożytnego świata. Jednak to nie jest budowla - każdy z tutejszych pałaców, domostw, pomników to rzeźba w litej skale. To niewyobrażalna fantazja jego twórcy i niezmierzona praca jego wykonawców. Patrząc na szklane drapacze chmur dzisiejszego świata  możemy tylko zazdrościć naszym przodkom majestatyczność i polotu w tworzeniu wiekopomnych dzieł, które przetrwały już tysiące lat. 








 

Petra wciąga. Idziemy zachwycając się co rusz to kolejnym arcydziełem tworzącym ściany tego miasta.  Dobrze, że zdecydowaliśmy się spędzić tu 2 dni, dziś nie ma pogody, aby w jakikolwiek sposób oddać fotograficznie to, co mnie otacza. A już teraz wiem, że zdjęcia ty wykonane będą jednymi z najciekawszych, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Pomimo kiepskiej pogody Perta i tak zachwyca. wszystko wokół jest nowe i niespotykane. Ulica rozszerza się ukazując miasto w coraz większej perspektywie. Petra przez lata odpierała ataki Rzymian, jednak w końcu musiała uznać wyższość Europejczyków, którzy blokując dostawę wody podstępem zdobyli miasto.  Być może dla miasta nie był to korzystny etap w historii, jednak dla architektury wniósł wiele dobrego. W Petrze znajduje się świetnie zachowany i jedyny na świecie wyrzeźbiony amfiteatr, wciąż stojące kolumny po części pomagają wyobrazić sobie potęgę i przepych jednego z największych miast świata przełomu starej i nowej ery.

Spacerujemy powoli, mając świadomość, że jutro tu wrócimy i czeka nas piękna, słoneczna pogoda.








I rzeczywiście, poranek przywitał nas pięknym, błękitnym niebem, słońce szybko ogrzewało powietrze, nie pozwalając myśleć, że to początek lutego i tysiące kilometrów stąd ludzie siedzą w domach przy ciepłych kaloryferach. Dzisiejsza pogoda również wpłynęła na ilość turystów szturmujących od samego rana każdy zakamarek tego cudu świata. Uaktywnili się także Beduini, którzy raz po raz krzyczeli, zachęcając do skorzystania ze swoich usług. Niejednokrotnie musieliśmy wręcz uciekać z drogi, aby nie być staranowanym przez rozpędzone dorożki. Przez cała drogę wąwozem towarzyszył nam dziesięcioletni brzdąc, świetną angielszczyzna oferując swoje usługi przewodnickie. Przeglądając przez wyjazdem zdjęcia Petry niejednokrotnie widziałem zdjęcie Skarbca wykonane z góry. Tam właśnie chciałem się dostać. I jak się okazało tam miał nas zaprowadzić Abed, nasz beduiński mały przewodnik. Stromymi ścieżkami poprowadził nas na wzniesienie, z którego rozciągał się świetny widok na monumentalny front Skarbca. Zapłaciwszy mu niemałe pieniążki za usługę w dalszą drogę ruszyliśmy sami. 

Znana nam trasa dziś wyglądała zupełnie inaczej. Skąpane w słońcu skały świeciły nam w oczy czerwienią, pomarańczą, żółcią. Barwy, które w moi środowisku naturalnym rzadko są dostrzegane.     Tutaj każda skała, każda rzeźba była niczym namalowana w modernistycznym obrazie. 

Niespotkane były również zwierzęta. Znane nam konie i osły tutaj ubrane niczym na pokaz mody prezentowały się niespotykanie, a potężne wielbłądy co róż przykuwały uwagę mojego fotograficznego oka. Jeśli już mowa o zdjęciach to mogę się tylko cieszyć, że nie przybyłem tutaj przed wynalezieniem aparatu cyfrowego. Ilość zdjęć, jaką zrobiłem tu przez dwa dni spokojnie pokryłaby się z ilością, jaką robiłem na kliszy w ciągu roku.  Wiem jednak, że to raczej pierwszy i ostatni raz tutaj - cudowanie, jednak cały świat wciąż czeka na odkrycie, więc chwilo trwaj i zostań w pamięci głowy i karty aparatu.










































  Dziś postanowiliśmy dojść do ostatnich zakątków Petry, gdzie znajduje się kolejna monumentalna budowla - Kościół. Wiedzie do niego niebagatelna trasa, aby tam dojść pokonać trzeba około 1000 schodów. Po minięciu rzymskiej części, pełnej kolumn i znanych z europejskich zabytków budowli ruszyliśmy na wspinaczkę. Męcząca droga dostarczała jednak niesamowitych wrażeń, z każdym krokiem byliśmy wyżej i wyżej, mogąc podziwiać powoli chowające się miasto.  Tu już jakby ciszej, mniejszy gwar, mniej turystów. I wciąż wyrzeźbione zbocza gór, chowające w sobie niezliczone groty i rzeźby skalne. Powoli, kontemplując każdy widok docieramy do następnego magicznego miejsca Petry. Nie sposób wyobrazić sobie myśli i potęgi tego starożytnego narodu. Podczas gdy Polacy od ponad 200 lat całym narodem próbują wybudować świątynię w Warszawie i w końcu udaje im się częściowo postawić jakiś betonowy gmach, nie mający nic wspólnego z estetyka i religijna architekturą, Nabatejczycy tysiące lat temu rzeźbią na szczycie góry monument, z którego dzisiejsza architektura może  czerpać wzorce. Aż żal stąd odchodzić, jednak droga przed nami daleka, a bogactwo Jordanii wciąż czeka. Ciężko gdziekolwiek będzie zobaczyć coś równie pięknego, czym nas uraczył dzisiejszy dzień. To był dobry dzień, to jest cudowne miejsce. I patrząc na dzisiejsze cuda świata to Perta zdecydowanie jest kandydatem do bycia numer 1. Jednak to stwierdzę, gdy już zobaczę wszystkie ;)




















Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza